Joanna Grzeszczuk w Fashion Express

Data publikacji: 15/01/2021
8 min.

Rozmawiamy o modzie. Odzież i branża beauty jest w tym przypadku terapią, która pomaga wielu osobom. Zakładam się, że nie wiesz, jak niby tak błahą sprawę można wykorzystać w pozytywny sposób. Wie o tym Joanna i chętnie dzieli się wiedzą.

Szczepan Radzki: Twoje stanowisko to retail marketing manager, czym się dokładnie zajmujesz?

Joanna Grzeszczuk: Jestem odpowiedzialna za marketing sklepów stacjonarnych eobuwie i jednego Modivo. W sumie mamy aż 25 sklepów stacjonarnych na terenie całego kraju, odpowiadam za marketing tych sklepów. W naszej firmie online jest najważniejszy, to ja jestem osobą, która stara się zrobić wszystko, aby o naszych sklepach stacjonarnych było jak najgłośniej. Jeśli dzieje się coś ciekawego w sklepach stacjonarnych, to zwykle ja tą współpracę organizuję. Czy są to współprace z Reebokiem, adidasem, Asicsem, staram się nagłośnić istnienie sklepów stacjonarnych. Przykładem może być choćby to, że mamy 200 tysięcy produktów dostępnych od ręki.

Szczepan Radzki: Za co ostatnio byłaś odpowiedzialna jeśli chodzi o nieco głośniejsze akcje?

Joanna Grzeszczuk: Współpraca z Reebokiem, gdzie robiliśmy duże rzeczy. Mieliśmy dwóch prowadzących event, braci Collins z Azja Ekspress. Klienci, którzy kupowali w naszym sklepie w Arkadii modele Reebok Zig Kinetica, byli na terenie Warszawy odwożeni do domów sportowymi autami – Porsche, Lamborghini, Ferrari. Wiele osób usłyszało o tej akcji, bo była naprawdę duża.

Szczepan Radzki: Do podcastu zostałaś zaproszona nie tylko dlatego, że pracujesz w eobuwie, ale z kilku innych powodów. Dodatkowo robisz wiele ciekawych rzeczy na zewnątrz poza organizacją. Kiedy rozmawialiśmy po raz pierwszy i opowiadałaś mi o tym co robisz, byłem pod wielkim wrażeniem i musiałem się dokształcić, aby z Tobą porozmawiać. Moda może być sposobem wyrażania siebie, naszej przynależności grupowej. Może być też sposobem na życie zawodowe, może równie dobrze nas kompletnie nie obchodzić. Ale moda może być lekarstwem …

Joanna Grzeszczuk: To zacznę od nieco innej strony. Zanim poszłam na studia, swoją karierę zawodową rozpoczęłam od zrobienia studium wizażu. Następnie zrobiłam studia, ale zależało mi na tym, aby mieć wcześniej zawód, który mogę normalnie wykonywać. Pracowałam przy sesjach zdjęciowych, pokazach mody i rzeczywiście w sposób komercyjny wykorzystywałam swoje umiejętności i zdobyty zawód. W pewnym momencie doszłam do tego, że nie tylko o to mi chodzi. I o ile moda jest moją największą pasją, chciałabym jednak wykorzystywać ją w nieco inny sposób. Zaczęłam aktywnie uczestniczyć w życiu kilku fundacji, między innymi Fundacji Black Butterfly Ewy Minge. Jestem tam wolontariuszką i uczę kreowania wizerunku panie chore, bądź po przebytej chorobie onkologicznej. Pomagam im zdobyć i odbudować pewność siebie, którą straciły podczas na przykład ciężkiej chemioterapii, gdy wypadły im włosy, rzęsy, brwi. Moim zadaniem jest poprzez zajęcia z przebierania, ubierania, malowania, pomóc im odzyskać wiarę w siebie. Prowadziłam także zajęcia w szkole dla osób niedowidzących i były to szkolenia z makijażu. Jeżeli ktoś mówi, że ma problem z oczami i nie jest w stanie się pomalować, to ja jestem w stanie pomóc takim osobom. Trzeba być wtedy trochę bardziej cierpliwym, bardziej empatycznym. Trzeba zaopiekować się tą drugą osobą w 150 procentach i chcieć podzielić się własną wiedzą.

Dp stowarzyszenia osób chorych na Parkinsona, gdzie byli ludzie przede wszystkim po 50 roku życia, ja młoda wpadłam z chustami w całej gamie kolorystycznej. Miałam ich dużo, bo aby wykonać poprawną analizę kolorystyczną, trzeba mieć 40 kolorów, aby dopasować i sprawdzić, w jakim ktoś wygląda lepiej, bardziej atrakcyjnie. Musimy wiedzieć, czy tęczówki, kolor włosów, wyglądają lepiej, bardziej zdrowo. W momencie, kiedy pomaga się ludziom, czuje się wartość życia. Ja chcę się dzielić moimi umiejętnościami i wiedzą, widząc radość na twarzach tym, którym się pomaga. Tyle i aż tyle.

Szczepan Radzki: To niezwykłe, kiedy okazuje się, że moda może znaczyć o wiele więcej. Rozumiem, że większość podopiecznych to kobiety. Jak kobiety podchodzą do tego zagadnienia?

Joanna Grzeszczuk: Na początku jest to nieco krępujące. Na początku kobiety są nieśmiałe. Gdy widzą pełną energii kobietę, która jest od nich 2 razy młodsza, istnieje jakaś bariera. Poznajemy się jednak bliżej i przekonują się, są coraz bardziej otwarte i otwarte na zmianę. Chodzi przede wszystkim o to, aby kobiety, z którymi pracuję, chciały się zmienić. Mogę tu wspomnieć o psychologii kolorów – to co mamy na sobie również bardzo oddziałowuje na nas, na nasz dzień. To, czy ubierzemy się na czarno, czerwono, zielono, ma olbrzymi wpływ na nasze samopoczucie. I tego między innymi uczę swoich podopiecznych.

Szczepan Radzki: Ciekawe, bo ja chodzę ubrany na czarno praktycznie cały czas, a podobno jestem bardzo radosnym człowiekiem. Co to oznacza?

Joanna Grzeszczuk: Dobrze się czujesz w czarnym – chyba o to chodzi. Kluczem jest jednak to, aby wyjść z tej swojej skorupki i chcieć próbować czegoś innego. O ludziach, którzy ubierają się na czarno, mówi się, że są eleganccy, ten kolor buduje podświadomość stabilizacji, tajemniczości, ale przede wszystkim wspomnianej elegancji. Wiele osób decyduje się także na czarny kolor, bo to jest najbezpieczniejszy kolor. Jak nie masz w co się ubrać, to ubierasz się na czarno, wychodzisz z domu i jesteś zadowolony. Ja pracuję z tym, abyśmy się przełamali i decydować na coś bardziej odważnego – czerwień, czy choćby niebieski. Jakkolwiek, byleby tego koloru trochę dodać. I nie chodzi jedynie o ubranie, ale też o kolor włosów, bo tutaj też mam fajny przykład. Moja podopieczna Stasia dwa lata temu miała czarne włosy, zawsze była ubrana na czarno, szaro lub w brązy. Te kolory postarzają, dodają lat. W tym momencie Stasia ma ponad 60 lat i jest platynową blondynką, jest bardzo energiczna, zawsze pomalowana i widzę rzeczywisty wpływ moich zajęć na to, jak ona się czuje. Bo wiesz, to właśnie o to chodzi, aby te kobiety dobrze się czuły i to, jak są odbierane, jak postrzegają świat.

Szczepan Radzki: Ile spotkań potrzeba, aby wspomniana Pani Stasia odzyskała wiarę w siebie? Kiedy rozpoczynają się choćby te najdrobniejsze zmiany?

Joanna Grzeszczuk: Po 2-3 zajęciach już widzę realny wpływ. Może wydawać się, że to jest bardzo szybko, ale mówię, że jak ktoś przyjdzie mi na zajęcia cały na czarno, to nie będę z nim rozmawiać. Daję zadania – apaszka w innym kolorze, czy kolczyki. Opaska – cokolwiek, co rzeczywiście będzie innego koloru niż czarnego czy brązowego. I to działa, bo każdego razu coś jest dokładane. Takimi malutkimi kroczkami, bo przecież nie wymagam, aby na kolejne spotkanie ktoś przyszedł w czerwonej sukni. To nierealne. A nawet jeśli ktoś tak przyjdzie, to może być niezgodne z tym, co moje podopieczne czują. Ale to nie chodzi też o same kolory, a także o fasony czy materiały. Figura także ma wyglądać atrakcyjniej. Po chorobach często spotykam się z tym, że kobiety chodzą w powyciąganych swetrach, dresach, adidasach. Nie wygląda to być może atrakcyjnie, a mi chodzi o to, aby one się czuły atrakcyjne.

Szczepan Radzki: Świetna sprawa! I ja nie chcę się absolutnie porównywać, ale wracam do czarnego i fasonów, a o tym nie wspomniałaś, ta barwa podobno wyszczupla. Mówiąc trochę żartem.

Joanna Grzeszczuk: A widzisz, to ciekawe co powiedziałeś. Wiesz, że każdy kolor, który masz wokół buzi rzuca cień? Jak masz czarny, to wyglądasz na bardziej zmęczonego, niewyspanego. Jeżeli zarwałeś nockę i kolejnego dnia ubierzesz czarną koszulkę, to wszyscy znajomi, współpracownicy zauważą to.

Szczepan Radzki: To ja dalej po swojemu – wszystkim moim kolegom, którzy prowadzą najróżniejsze biznes i chodzą w garniturach, pięknie ubrani, stylowo, będę wspominał Twoje słowa i odsyłał do podcastu, twierdząc, że moja czarna bluza i czarne jeasny, powodują, że jestem bardziej elegancki. (śmiech). I płynnie do mężczyzn. Przychodzą do Ciebie na terapię?

Joanna Grzeszczuk: Na pewno jest ich dużo mniej niż kobiet. Chyba, że mówimy o szkoleniu typowo biznesowym, to wtedy jak najbardziej tak. Do Black Butterfly chodzą w 95% kobiety. W fundacji dla osób niedowidzących była część mężczyzn. Ci panowie dowiadywali się w czym mają chodzić. Niektórzy byli samotni i chcieli znaleźć swoją drugą połówkę i chętnie słuchali moich rad. Byli też panowie, którzy przyszli z żonami mającymi bardzo poważną wadę wzroku. Stwierdzili, że oni będą żony malować, aby one się dobrze czuły. To były takie momenty, w których widziałam, że to co robię ma sens i ludzie chcą się zmienić i robić dużo dla siebie.

Szczepan Radzki: To strasznie wzruszający moment.

Joanna Grzeszczuk: Nie raz miałam łzy w oczach i płakałam ze szczęścia, bo widzę dużo miłości i bezinteresownej pomocy. To cudowne widzieć takie rzeczy. W czasach, gdzie wiele osób biegnie ku awansowi w pracy, rozwoju, to momenty gdzie ludzie doceniają to co robisz bezinteresownie, są kluczowe i nadają wartości naszemu życiu.

Szczepan Radzki: Aż nie mogę sobie wyobrazić jak musiałaś się czuć widząc mężczyzn starających się pomóc swoim żonom. Słuchając tego co mówisz, mam kolejne pytanie – czy wiele osób potrzebuje odzyskać obecnie wiarę w siebie? O terapii, o której my teraz rozmawiamy, raczej nie mówi się zbyt dużo.

Joanna Grzeszczuk: Nie mówi się i uważam, że to złe. Teraz, gdy wszyscy wzorują się na ikonach mody, stylu, influencerach, celebrytach, wszystkich ludziach mega napompowanych, sztucznych, to jest to moim zdaniem niezdrowe. Wiele nastolatek stara się kreować właśnie na takie gwiazdy i popadają w depresje, załamania psychiczne. Katują się dietami, bo starają się wyglądem dorównać gwiazdom które mają sztab ekspertów dbających o to, jak ma dana osoba wyglądać. I nastolatki i kobiety dużo starsze, potrzebują kogoś, kto je wesprze i pomoże. Wydaje mi się, że niedoceniamy i nie mamy świadomości, jak wielki to jest procent osób. Z kim ze znajomych nie rozmawiam, sam sprawdź, jak ktoś jest pewny siebie, pytając wprost. Powiem, że większość kobiet odpowie, w skali do 10 poniżej 5.

Szczepan Radzki: Nie kwestionuję tego co mówisz i jak kobiety się czują, ale zakładam, że wyglądają atrakcyjniej niż im się wydaje. To słuszna teza?

Joanna Grzeszczuk: A zauważyłeś, że w obecnych czasach ludzie szybciej powiedzą o sobie samych coś negatywnego niż pozytywnego. Jeśli dasz komuś zadanie i poprosisz o wymianę trzech plusów i minusów, to większość osób zacznie mówić o swoich wadach i będzie im je łatwiej wymienić niż pozytywy. To tylko pokazuje jak odbieramy samych siebie i jak krytycznie podchodzimy do własnej osoby.

Szczepan Radzki: Z czego to Twoim zdaniem wynika?

Joanna Grzeszczuk: Myślę, że przez pęd, chęć dążenia do idealnego wyglądu, do awansów. Nacisk społeczny też ma znaczenie, bo mamy być coraz lepsi, coraz wyżej. Gwiazdy też mówią wszędzie, że są idealne, a skoro taki jest przekaz, to zwykła, przeciętna kobieta ma w podświadomości, że nie wygląda tak jak ta pani z telewizora i wydaje jej się, że coś jest nie tak.

Szczepan Radzki: Mam taką historię z życia. Mojego kolegi dziewczyna miała moment, w którym chciała wyglądać jak te wszystkie dziewczyny z Instagrama. Gdzie ona doskonale wie, jak to działa i jak wiele jest pozy w fotkach, a rzeczywistość jest inna. Szybko musieliśmy jej tłumaczyć, że za chwilę wpadnie w kompleksy, a jest naprawdę atrakcyjną kobietą.

Joanna Grzeszczuk: Nie wiem ile masz lat, ale np. ludzie po 30 – a ja niedawno skończyłam 30 lat – mają problem z rozpoznaniem tych internetowych kreacji. Pomyśl, jeśli ktoś jest już dorosłym człowiekiem, świadomym i ma z tym problem, to co mają na przykład 14-latki? Potrzebujemy ludzi, którzy powiedzą nam, jesteś piękna taka jaką jesteś. To, że ja pokazuję tym paniom co podkreśli ich urodę, z czego zrezygnować, czasami warto włożyć żółtą bluzkę, to ma, jak wspominałam, dać poczucie przyjemności i lepszego samopoczucia. Ludzie się dziwią, że trochę podkładu, tuszu, może dać więcej wiary w siebie. Tak, może.

Szczepan Radzki: Ile w tym wszystkim jest samoświadomości i akceptacji, bądź też braku akceptacji, samych siebie? Bo ja wiem, że nie będę wyglądał jak Vin Disel czy Jason Statham. Tak jak nie każda kobieta będzie Megan Fox czy tam inną gwiazdą. Mam wrażenie, że często zapominamy o tym i także o tym, żeby ci wszyscy ludzie, których kojarzymy z nazwisk, mają za sobą sztab, który dba o ich telewizyjną atrakcyjność. I jak Cię słucham to mam poczucie, że Ty działasz wewnętrznie dla kobiet, aby one czuły się dobrze z samymi sobą, a nie dla kogoś.

Joanna Grzeszczuk: Dokładnie tak, mają siebie akceptować siebie w 100%. Powiedzmy to jeszcze raz – wiele z kobiet, z którymi pracuję chodzi w perukach, nie ma brwi, rzęs, piersi po operacjach onkologicznych. To są naprawdę ciężkie sytuacje. Kobiety tracą pewność siebie, nie chcą patrzeć w lustro np. po operacji piersi. Mam w rodzinie osobę, która jest po takiej operacji i padło z jej ust – straciłam kobiecość. To jest najgorsze co kobieta może o sobie pomyśleć. Akceptacja wtedy jest na znikomym poziomie. I teraz, albo mogę być obojętna wobec takich rzeczy, albo mogę zrobić wszystko co w mojej mocy, aby kobieta odzyskała wiarę w siebie. Jeśli mam pracować miesiąc, rok, dwa lata, ale widzieć ile pozytywnej energii, koloru dostarczane do ich życia, to ma to dla mnie olbrzymi sens. Kiedyś miałam wybór korpo, zarządzanie, czy przełożyć umiejętności, doświadczenie w inną stronę, aby pomagać ludziom, to postanowiłam podzielić swój czas i rozwijać siebie i innych ludzi.

W eobuwie w 2019 roku weszliśmy we współpracę i miałam przyjemność prowadzić szkolenia z wizażu w Domu Dziecka Kożuchowie. Otrzymałam tam budżet od firmy, aby kupić kosmetyki, lusterka dziewczynkom z Domu Dziecka. To również było niesamowite przeżycie, bo miałam okazję nie tylko je uczyć, jak się pomalować, gdzie dziewczynkom daje to naprawdę dużo frajdy, ale właśnie dostałam informację, jak prawdziwa kobieta się zachowuje, żyje, pracuje. Starałam się także im pokazać swoje życie. Przez pandemię projekt został wstrzymany, bo w obecnych warunkach nie bardzo mamy jak się przemieścić. Cały czas mam jednak z nimi kontakt i cieszę się, że firma dała mi możliwość zorganizowania takiego projektu.

Szczepan Radzki: Czy Ty ze swoimi podopiecznymi bawisz się modą?

Joanna Grzeszczuk: Na zajęcia przynoszę swoje sukienki, bo w szafie mam ich ogrom i to w różnej kolorystyce, stylu. Robimy wtedy metamorfozy, malujemy się, czeszemy włosy, ubierają moje sukienki, takie, których by nigdy w życiu nie ubrały – np. takie w panterkę z dużym dekoltem, czy innym mocnym printem. Widać wtedy jaką różnicę czują w moich rzeczach. Po tym są bardziej odważne, kiedy przychodzi moment, jak mają same się ubrać, wybrać ubrania podczas zakupów w sklepie. Niejednokrotnie widziałam, jak biorą rzeczy kolorowe, z printami. Jakbyś spotkał moje podopieczne z fundacji Black Butterfly na mieście, to większość z nich nie miałoby nic ciemnego, granatowego, brązowego. Większość z nich byłaby ubrana na kolorowo.

Szczepan Radzki: I cały czas rozmawialiśmy o arteterapii, o której mi kiedyś wspominałaś, prawda?

Joanna Grzeszczuk: Jest wiele metod arteterapii. Odnosi się ona do muzyki, plastyki, filmów, rzemiosła, choreografii. Według mnie jest to leczenie, uspokajanie, dawanie swobody i relaksu. Ja leczę kolorem, bo rzeczywiście wnoszę ten kolor do życia ludzi. Wielu osobom może to wydawać się bardzo powierzchowne. Wygląd ma wpływ na to, jak człowiek czuje się przez cały dzień. To, że ubierzesz czerwoną sukienkę, to czujemy, że mamy więcej mocy, jesteśmy bardziej optymistyczni. Bo kolor ten kojarzy się z pasją. Osoby ubrane na czerwono kojarzą się z większą pewnością siebie. Żółty to znowu ciepło, jesteśmy bardziej energetyczni.

Szczepan Radzki: Jakie kolory ubierają najczęściej Polacy?

Joanna Grzeszczuk: Czarny, szary i brązowy.

Szczepan Radzki: Parę lat temu jeszcze granatowy, bo to kolory butów, które się najlepiej sprzedawały. Ah, no i biały.

Joanna Grzeszczuk: Ale moda na kolorowe printy już jest i trochę ruchu w tym elemencie jest. Rynki europejskie już jakiś mały wpływ na nas mają. Chciałabym, aby Polska kiedyś wyglądała, jak Włochy czy Hiszpania, gdzie kolory takie jak czerwony czy zielony to coś normalnego i ludzie chodzą ubrani mega kolorowo. To jest milsze, jeśli chodzi o odbiór wizualny. Kluczem jednak i tak jest to, abyśmy się dobrze czuli i widzieli spójność w sobie.

Polecamy:
logo signet
Dołącz do naszego newslettera i ...Odbierz 40 zł rabatu na pierwsze zakupy!

Ta strona korzysta z plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze Strony oznacza, że zgadzasz się na korzystanie z niej. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close